Kochani, niestety nie jestem w stanie pisać dalej tego bloga. Nie wiem, czy to dłuższa przerwa, czy po prostu koniec. W szkole mam tyle roboty, że ledwo wyrabiam. Do tego nie mam zupełnie czasu na czytanie książek, a przecież taki jest cel tego bloga. Dostaję maile dotyczące zrecenzowania książek, lecz każdemu muszę odmawiać. Nie chcę nikogo źle traktować i obiecywać czegoś co wiem, że nie będę w stanie dotrzymać. W ramach jednego z projektów maturalnych rozpoczęłam pisanie innego bloga. Jest to niejako część mojej matury, dlatego na niego muszę znależć czas. Zapraszam Was jeśli macie ochotę i przepraszam, jeżeli kogoś zawiodłam. Mój blog :
www.wokoloswiata.blogspot.com
czwartek, 25 października 2012
sobota, 1 września 2012
Rodos, zdjęcia
Szykuję na blogu wielkie zmiany związane z rozpoczęciem przeze mnie nowego roku szkolnego. Staram się, aby wszystko to co było do tej pory było nadal. Niestety sama nie jestem w stanie pisać recenzji, gdyż nie mam nawet czasu przeczytać żadnej książki. Postaram się nadal pisać o podróżach. Do tego przygotowuję kolejnego bloga, tym razem tylko o podróżach, jednak nie tylko zagranicznych. Na razie szukam osoby do recenzowania książek. Jak coś ruszy to dam znać, a tymczasem może być lekki zastój w blogu. No a na razie zapraszam do oglądania zdjęć z okolicy mojego hotelu na Rodos.
czwartek, 16 sierpnia 2012
Rodos relacja na żywo!
Tak, wreszcie się doczekałam. Po 6 tygodniach mrożenia swoich kończyn nad Bałtykiem, wsiadłam do samolotu w Gdańsku, aby wrócić do domu. Dwa dni i znowu na lotnisko w Krakowie i z Balic prosto na Rodos. Temperatura zupełnie inna, bo jakieś 35-40 stopni w dzień. Przez 3 dni opaliłam się tak, że idealnie odbił się strój a miałam całkiem wysokie filtry. Hotel mamy całkiem fajny, jedzenie jest rewelacyjne, basen super, animacje jeszcze lepsze a morze to po prostu marzenie. Nigdy nie widziałam tak czystego i przejrzystego morza. Kupiliśmy maskę i rurkę do nurkowania. Tak więc pływam i oglądam ryby... Rewelacja po prostu! Morze zaraz od brzegu dosyć głębokie więc jest co oglądać. Zdjęć nie robię prawie wcale, bo na razie zajęłam się opalenizną i jej zdobywaniem. Ale z racji, że kupiłam nowy aparat, całkiem zaawansowany, to zdjęć pewnie będzie mnóstwo. Planuję także odwiedzić Turcję i tam trochę pozwiedzać i pofocić. Ja się zmywam nad morze. Życzę pięknej pogody w Polsce.
PS. Jak ktoś z czytelników był już na Rodos to proszę o wskazówki co warto zwiedzić i przede wszystkim czy wycieczka na Symi jest warta swoich pieniędzy, czy lepiej sobie darować?
wtorek, 7 sierpnia 2012
"I wciąż ją kocham" Nicholas Sparks
Jeżeli zaglądacie na mojego bloga w miarę regularnie, to już wiecie, że książki Nicholasa Sparksa pochłaniam z niepohamowanym apetytem. Tak też było z książką "I wciąż ją kocham". Po pierwsze od dawna zabierałam się do przeczytania jej a nawet do oglądnięcia filmu. Główną rolę gra tam Channing Tatum, którego bardzo lubię i dlatego głównie zwróciłam uwagę na ten film. Oczywiście nadal go nie widziałam, ale książkę mogę już dołączyć do półki przeczytanych.
Książka ta jest, jak wszystkie książki Sparksa, o miłości. Nie romantycznej, cukierkowej i przesłodzonej miłości dwójki nastolatków, którzy borykają się z rodzicami i ich zakazami, ale miłości dojrzałej, odpowiedzialnej i na swój sposób tragicznej.Autor pokazuje w swoich książkach, że miłość to nie tylko wspólne, cudowne chwile miłosnych uniesień, ale także trudne decyzje, odpowiedzialność za drugą osobę i cierpienie. Mimo wszystko, książki tego autora, które do tej pory przeczytałam były bardzo poruszające i romantyczne.
"I wciąż ją kocham" to opowieść o żołnierzu- John'ie. Opowiada on swoją historię patrząc na miłość swojego życia- Savannah. Poznał ją w czasie przepustki z wojska podczas pobytu w małej wiosce u swojego ojca. Matki John nie zna a ojciec wydaje się być bardzo dziwny. Nie potrafi z synem rozmawiać. Chłopak poznaje Savannah w momencie, gdy surfuje po oceanie. Od razu znajdują wspólny język i bardzo dobrze się ze sobą dogadują. Pochodzą z zupełnie różnych środowisk. On niepokorny, wojowniczy i wyglądający groźnie. Ona zaś poukładana córka, wcielenie wdzięku, pomocna. Zakochują się w sobie, jednak nadchodzi czas rozłąki, gdyż John wraca do wojska. Wtedy piszą do siebie długie listy. Dlatego też oryginalny tytuł książki to "Dear John"- od nagłówków tych listów. Po powrocie Johna pomieszkują razem i dopiero wtedy poznają się jako partnerzy. Poznają swoje wady i zalety. Zauważają także, jak bardzo ich życie się różni. Gdy John wyjeżdża po raz kolejny listy od Savannah są coraz krótsze. Życie niesie ze sobą wiele niespodzianek, o czym przekonują się obydwoje.
Piękna opowieść o miłości i cierpieniach ludzkich. Uświadamia, jak wiele warte jest życie w spokojnym kraju, wśród kochanych i kochających ludzi. Dla wielu osób będzie to pewnie zwykły wyciskacz łez, bo naprawdę można się wzruszyć, ale z drugiej strony warto potraktować tą opowieść jako historię, która mogła się zdarzyć naprawdę i postarać się zrozumieć każdą ze stron.
Polecam tą książkę wszystkim, którzy lubią Sparksa. Wszystkim miłośnikom historii miłosnych a nie cukierkowych romansów i życia w wielkim świecie zamkniętym w granicach wielkich miast.
sobota, 4 sierpnia 2012
Praga 2012, Czechy część 3
Siedząc na polskim wybrzeżu i czekając na moment, kiedy wsiądę do samolotu lecącego na południe Polski, ogarnęła mnie ochota na powspominanie sobie trochę Pragi. I tak na początek wspomnienia z miejsca chyba dosyć znanego, aczkolwiek raczej nie z nazwy. Chodzi mi o Ogrody Wallenstaina w Pradze. Znalazłam je również w Internecie jako ogrody hradczańskie.
dumny jak paw w tym ogrodzie ma wyjątkowo dosłowne znaczenie. Paw ani nawet nie zamierza spojrzeć w obiektywy aparatu, mimo, że w Internecie ludzie twierdzą, że pozuje chętnie do zdjęć. No chyba nie mi.
W oddali hradczański pałac
paw albinos-jedna z atrakcji ogrodów.
ściana z wulkanicznej lawy
sala Terrana
Zwiedzając Pragę polecam porzucić w jakimś znanym i chętnie odwiedzanym miejscu przewodnik lub grupę o ile się jest na wycieczce zorganizowanej i zatopienie się w małych praskich uliczkach. Odkrywanie jak wiele uroku mają w sobie przynosi naprawdę dużo radości. A zdjęcia tam zrobione mają wyjątkowy klimat. Ja tak właśnie zrobiłam i odkryłam na nowo miejsca, które widziałam z przewodnikiem. Hradczany obfotografowałam ze strony, gdzie chyba nigdy nie był żaden przewodnik. Polecam.
poniedziałek, 30 lipca 2012
"Cichodajka.pl" Weronika R.
Właściwie ta recenzja nie miała powstać. Ot, przeczytałam książkę (wprawdzie w formie ebooka, ale zawsze tekst ten sam) z własnej ciekawości, głównie z powodu tytułu. Nie ruszyła mnie bardzo ani nie zszokowała. Jednak po przeczytaniu komentarzy na serwisie Lubimyczytać zmieniłam zdanie co do potrzeby jej recenzji.
Nie wiem, czy Weronika R. istnieje, czy naprawdę opisała swoje życie, czy też jest to prowokacja jakiegoś studenta psychologii. Jednak bardzo zdziwiło mnie podejście czytelników tej książki. Prawdopodobnie spodziewali się jakiegoś pikantnego pamiętnika dziewczyny z ulicy. Jednak czegoś takiego tam się nie znajdzie.
Autorką bloga jest 17-letnia dziewczyna. Mieszka w Warszawie, pochodzi z bogatej rodziny i jest uważana w domu za bardzo dobrą córkę. Ma dokładnie tyle lat co ja. Jej życie codzienne (podkreślam-codzienne) jest prawie takie jak moje. Wstaje, jem śniadanie, tata zawozi mnie do szkoły (nie ma Lexusa), wracam po szkole, spotykam się ze znajomymi-tymi młodszymi i starszymi. Ot, normalne życie. Jednak pod przykrywką tej idealnej córeczki i idealnej rodziny w Weronice kryje się druga osobowość. Tutaj wychodzi wyrachowana kobieta, która uważa się za lepszą tylko dlatego, że ma wielu partnerów. Swoje spotkania z nimi opisuje bardzo szczegółowo-moim zdaniem nie do końca potrzebnie. Cały czas podkreśla, że nie jest to prostytucja, gdyż nie bierze za to określonych pieniędzy-nie ma swoich ustalonych stawek za, brzydko mówiąc, swoje usługi.
Moim zdaniem wydanie tego bloga w formie książkowej nie było złym krokiem, co widać w opiniach ludzi, którzy ją przeczytali. Pokazane zostało obecne polskie społeczeństwo. Bogata dziewczyna ze stolicy żyjąca w swoim świecie tak innym od większości ludzi, wyzywająca innych, jej zdaniem gorszych od niej. Pokazała, że młodzi ludzie coraz bardziej zaczynają szukać rozrywek w inny sposób. Ukazała, że nadmiar pieniędzy i brak kontroli rodziców może prowadzić do właśnie takich zachowań w młodym społeczeństwie.
A przede wszystkim zwróciła uwagę na to, że osoba uważana przez rodziców i otoczenie za idealną córkę, wcale taką nie musi być. Jej oceny o niczym nie świadczą, jej obycie w świecie sugeruje tylko na to, że jest całkiem zorientowana w polityce czy ekonomii. Sama znam osoby, które właśnie są takimi Weronikami R. Dobre córki, świetne uczennice, dostatnie życie. A gdy tylko spotkam je na jakiejś imprezie czy ze znajomymi, to lepiej się nie przyznawać, że wiem kim są. Potrafią być bardzo bezwzględne wobec innych ludzi i robić rzeczy od których słuchania samego włos na głowie się jeży. I jeszcze są z tego dumne.
Moim zdaniem nie można tej książki uznać za tanią sensację ani gniota. Nie jest to szczyt talentu pisarskiego, a większość książki to polemika z komentatorami bloga. Jednak jest to wszystko dosyć autentyczne i opisuje życie tej dziewczyny w sposób jaki ona je widzi ze swojej perspektywy. Bardzo chciałabym poznać autorkę tego bloga teraz (o ile ona istnieje) i dowiedzieć się, czy poglądy nadal jej się nie zmieniły.Myślę, że ta książka powinna być traktowana jako uświadamiacz dla wielu rodziców. Patrząc na swoje dzieci, popatrzcie także na ich otoczenie i wychowujcie je tak, aby być pewnym, że takiego bloga (ani życia) one nie prowadzą.
Nie wiem, czy Weronika R. istnieje, czy naprawdę opisała swoje życie, czy też jest to prowokacja jakiegoś studenta psychologii. Jednak bardzo zdziwiło mnie podejście czytelników tej książki. Prawdopodobnie spodziewali się jakiegoś pikantnego pamiętnika dziewczyny z ulicy. Jednak czegoś takiego tam się nie znajdzie.
Autorką bloga jest 17-letnia dziewczyna. Mieszka w Warszawie, pochodzi z bogatej rodziny i jest uważana w domu za bardzo dobrą córkę. Ma dokładnie tyle lat co ja. Jej życie codzienne (podkreślam-codzienne) jest prawie takie jak moje. Wstaje, jem śniadanie, tata zawozi mnie do szkoły (nie ma Lexusa), wracam po szkole, spotykam się ze znajomymi-tymi młodszymi i starszymi. Ot, normalne życie. Jednak pod przykrywką tej idealnej córeczki i idealnej rodziny w Weronice kryje się druga osobowość. Tutaj wychodzi wyrachowana kobieta, która uważa się za lepszą tylko dlatego, że ma wielu partnerów. Swoje spotkania z nimi opisuje bardzo szczegółowo-moim zdaniem nie do końca potrzebnie. Cały czas podkreśla, że nie jest to prostytucja, gdyż nie bierze za to określonych pieniędzy-nie ma swoich ustalonych stawek za, brzydko mówiąc, swoje usługi.
Moim zdaniem wydanie tego bloga w formie książkowej nie było złym krokiem, co widać w opiniach ludzi, którzy ją przeczytali. Pokazane zostało obecne polskie społeczeństwo. Bogata dziewczyna ze stolicy żyjąca w swoim świecie tak innym od większości ludzi, wyzywająca innych, jej zdaniem gorszych od niej. Pokazała, że młodzi ludzie coraz bardziej zaczynają szukać rozrywek w inny sposób. Ukazała, że nadmiar pieniędzy i brak kontroli rodziców może prowadzić do właśnie takich zachowań w młodym społeczeństwie.
A przede wszystkim zwróciła uwagę na to, że osoba uważana przez rodziców i otoczenie za idealną córkę, wcale taką nie musi być. Jej oceny o niczym nie świadczą, jej obycie w świecie sugeruje tylko na to, że jest całkiem zorientowana w polityce czy ekonomii. Sama znam osoby, które właśnie są takimi Weronikami R. Dobre córki, świetne uczennice, dostatnie życie. A gdy tylko spotkam je na jakiejś imprezie czy ze znajomymi, to lepiej się nie przyznawać, że wiem kim są. Potrafią być bardzo bezwzględne wobec innych ludzi i robić rzeczy od których słuchania samego włos na głowie się jeży. I jeszcze są z tego dumne.
Moim zdaniem nie można tej książki uznać za tanią sensację ani gniota. Nie jest to szczyt talentu pisarskiego, a większość książki to polemika z komentatorami bloga. Jednak jest to wszystko dosyć autentyczne i opisuje życie tej dziewczyny w sposób jaki ona je widzi ze swojej perspektywy. Bardzo chciałabym poznać autorkę tego bloga teraz (o ile ona istnieje) i dowiedzieć się, czy poglądy nadal jej się nie zmieniły.Myślę, że ta książka powinna być traktowana jako uświadamiacz dla wielu rodziców. Patrząc na swoje dzieci, popatrzcie także na ich otoczenie i wychowujcie je tak, aby być pewnym, że takiego bloga (ani życia) one nie prowadzą.
piątek, 27 lipca 2012
Wakacyjne animacje, wakacyjne plany
Ostatnio dosyć rzadko tu zaglądam, a wszystko z powodu pracy. Taak, naprawdę znalazłam pracę i to w całkiem fajnym miejscu. Praca też bardzo sympatyczna, bo prowadzenie animacji w świetnym hotelu nad morzem to prawdziwa przyjemność. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Mieszkam sobie na 4 piętrze jednego z najlepszych hoteli SPA w Jastrzębiej Górze. Z balkonu widać Bałtyk, słychać szum morza. Rano, gdy wychodzę z windy witają mnie radosne miny dzieciaków, które już czekają na animacje. Satysfakcjonująca praca, jednak po 4 tygodniach można mieć powoli dość. Tym bardziej, że przez 3 tygodnie lało jak z cebra. Teraz pogoda na szczęście jest już ładna i nawet można wyjść na plażę, gdy nie jest się w pracy. Mimo wszystko czekam tylko na 10 sierpnia kiedy to wsiądę do samolotu (niee, nie OLT, który dzisiaj odwołał wszystkie loty) na lotnisku w Gdańsku i wyląduję na południu naszego kraju. Chcę już własnego łóżka, wanny i rodziny. Tak 2 dni i 13 znowu do samolotu. Tym razem kierunek przepiękna wyspa Rodos! Po kilku zawirowaniach i już prawie odwołanych wakacjach, udało się i na chwilę obecną lecimy. Dlatego proszę wszystkich, którzy byli lub coś wiedzą o polecenie jakiś fajnych miejsc do zwiedzenia i zobaczenia, bo właśnie tworzę listę co koniecznie muszę zobaczyć. Zainwestowałam w lustrzankę! Także zdjęcia z Grecji mam nadzieję, że będą już świetne i będę z nich w końcu zadowolona. Tymczasem pani animatorka żegna i życzy miłych wakacji.
Zachód słońca nad morzem
port we Władysławowie
cypelek cypelków na Helu
port i domek rybaka we Władysławowie
czwartek, 12 lipca 2012
"Przypadek" Grzegorz Miecugow
Tytuł wydawał się od początku dość intrygujący, jednak książka leżała i czekała na swoją kolej. W końcu kolej ta nadeszła a ja odeszłam do świata zaczytanych. Po dłuższej przerwie w czytaniu spowodowanej klasyfikacją, w końcu znalazłam czas i z przyjemnością otworzyłam nowiutkie i świeżutkie strony tej powieści. Nie miałam zbyt wysokich oczekiwań. Ot, coś do poczytania, jakaś sensacyjna powieść w kierunku romansidła. Jednak im dalej w las tym więcej drzew i tak dalej... Jak już zaczęłam czytać, to naprawdę ciężko było mi się oderwać. Ta książka jeżeli miałaby oczy, widziałaby najdziwniejsze pozycje w najdziwniejszych miejscach, m.in. w pociągu. Nie podejrzewałam, że w ciągu 4 godzin można wymyślić tak wiele różnych póz do wygodnego chłonięcia ciekawej lektury.
Bo to jest naprawdę ciekawa książka. Przede wszystkim wielki plus za pomysł, który jest świetny. Opisane zostały trzy tygodnie z życia głównego bohatera-Marcina. Na skutek pewnego wydarzenia, postanawia on zmienić w swoim życiu wszystko. Mimo, że jest to dla niego bardzo bolesne uważa, że tkwienie nadal w bezruchu będzie jeszcze gorsze. I układa plan. Jest to plan niedopracowany, dlatego często musi go modyfikować pod wpływem potrzeby. Bardzo dużo się dzieje. Marcin jest bardzo inteligentny i potrafi myśleć o czym przekonujemy się po każdej jego decyzji. Jednak każdy jest tylko człowiekiem i może popełniać błędy-ważniejsze, aby umieć z nich wyciągać wnioski. I właśnie na skutek pewnego zupełnie przypadkowego zdarzenia Marcin uświadamia sobie, co jest w życiu najważniejsze.
Trudno jest opisać tą powieść bardziej szczegółowo, aby nie był to spojler. Akcja jest naprawdę dopracowana i bardzo potrafi zadziwić na każdym kroku. Nie można się zgodzić, że mężczyźni nie piszą tak dobrych powieści z wątkiem romantycznym w tle-ta książka jest tego najlepszym dowodem. Nie jest to oklepana sensacja z serii "zabili go i uciekł", ale rzeczywiście trzymająca w napięciu powieść. Dość ciężko jest zamknąć ją w jakieś ramy. Jest to momentami sensacja, wkracza w kryminał a i można znaleźć wątek miłosny w tle.
Uważam, że autor idealnie się spisał w swojej debiutanckiej powieści. Wykreował idealną postać i świetną fabułę. Przy tej książce nie można się nudzić i jest naprawdę bardzo, ale to bardzo wciągająca. Nie polecam jej osobom, które szukają lekkiego czytadła na słoneczne wakacyjne poranki. Bo łatwo wtedy przegapić południe i wieczór.
Za książkę dziękuję wydawnictwu Bellona i przepraszam za opóźnienia.
Bo to jest naprawdę ciekawa książka. Przede wszystkim wielki plus za pomysł, który jest świetny. Opisane zostały trzy tygodnie z życia głównego bohatera-Marcina. Na skutek pewnego wydarzenia, postanawia on zmienić w swoim życiu wszystko. Mimo, że jest to dla niego bardzo bolesne uważa, że tkwienie nadal w bezruchu będzie jeszcze gorsze. I układa plan. Jest to plan niedopracowany, dlatego często musi go modyfikować pod wpływem potrzeby. Bardzo dużo się dzieje. Marcin jest bardzo inteligentny i potrafi myśleć o czym przekonujemy się po każdej jego decyzji. Jednak każdy jest tylko człowiekiem i może popełniać błędy-ważniejsze, aby umieć z nich wyciągać wnioski. I właśnie na skutek pewnego zupełnie przypadkowego zdarzenia Marcin uświadamia sobie, co jest w życiu najważniejsze.
Trudno jest opisać tą powieść bardziej szczegółowo, aby nie był to spojler. Akcja jest naprawdę dopracowana i bardzo potrafi zadziwić na każdym kroku. Nie można się zgodzić, że mężczyźni nie piszą tak dobrych powieści z wątkiem romantycznym w tle-ta książka jest tego najlepszym dowodem. Nie jest to oklepana sensacja z serii "zabili go i uciekł", ale rzeczywiście trzymająca w napięciu powieść. Dość ciężko jest zamknąć ją w jakieś ramy. Jest to momentami sensacja, wkracza w kryminał a i można znaleźć wątek miłosny w tle.
Uważam, że autor idealnie się spisał w swojej debiutanckiej powieści. Wykreował idealną postać i świetną fabułę. Przy tej książce nie można się nudzić i jest naprawdę bardzo, ale to bardzo wciągająca. Nie polecam jej osobom, które szukają lekkiego czytadła na słoneczne wakacyjne poranki. Bo łatwo wtedy przegapić południe i wieczór.
Za książkę dziękuję wydawnictwu Bellona i przepraszam za opóźnienia.
piątek, 29 czerwca 2012
"Historia burdeli" Monica Garcia Massaque
Dzisiaj książka o tematyce bardziej mrocznej, a wręcz czerwonej. Bo właśnie kolor czerwony wielu osobom kojarzy się z domami publicznymi potocznie zwanymi burdelami. Gdy w moje ręce wpadła książka "Historia Burdeli" Dzieje domów rozkoszy od starożytności do czasów współczesnych", byłam bardzo ciekawa jej treści. Zaczęłam ją wertować i byłam bardzo miło zaskoczona. Oprócz sporej ilości treści książki znajdują się w niej również teksty "w ramkach". Prawie jak w szkolnym podręczniku. Tłumaczą dodatkowe kwestie i uzupełniają treść. Dodatkowo książka ma świetną oprawę graficzną i jest w niej bardzo dużo obrazków a także obrazów.
Sama tematyka jest traktowana trochę jako temat TABU. I uważam, że własnie bardzo dobrze, że ktoś je wreszcie przełamał. Podczas moich podróży choćby nawet do Włoch, wiele razy odwiedzałam te bardziej frywolne dzielnice miast. Najlepszym przykładem będzie Dzielnica Czerwonych Latarni w Paryżu z kabaretem Moulin Rouge. Kolejnym takim miejscem są oczywiście Pompeje, gdzie burdele zajmowały całkiem sporą powierzchnię i oczywiście ich istnienie było zupełnie oczywiste dla mieszkańców. O wszystkich tych miejscach można przeczytać bardzo szczegółowo w książce.
Zaczynając od starożytności, gdzie prostytutki zajmowały bardzo ważną rolę w społeczeństwie możemy zauważyć jak wiele przemian w tym czasie zaszło. Prostytutki dzieliły się na wiele rodzajów zależnie od kraju czy też kultury a także od "luksusowości" ich samych. Co więcej, zmieniało się również ich znaczenie. Niekiedy bywały uważane za konieczne dla dobra choćby kościoła (np. kapłanki) a na przestrzeni lat ich znaczenie malało wręcz nikło zupełnie. Później zaczęto traktować burdele jako bardzo dobry biznes. Właśnie z tej książki można dowiedzieć się, że nawet poważani papieże utrzymywali swoje prywatne burdele w Rzymie i korzystali z ich usług. Jeżeli już jestem przy kościele to dodam, że w Awinionie powstał nawet specjalny burdel dla chrześcijan, gdzie prostytutki chadzały regularnie na msze a także odmawiały codziennie modlitwy o wyznaczonych porach. Gdzieniegdzie prześcigano się w wieku dziewczyn. Im młodsze tym były one lepsze dla klientów. Oczywiście płacono za nie więcej. W "Historii burdeli" znajdziemy także wytłumaczenie na nazwę Dzielnica Czerwonych Latarni. Chyba każdy słyszał o Dzielnicy Czerwonych Latarni w Amsterdamie. Okazuje się, że ta w Amsterdamie to najbardziej znana, choć nie jedyna w skali światowej. Właściwie w każdym większym mieście Europy (i nie tylko Europy) znajdziemy wiele burdeli a także opowieści o nich. Mimo, że dzisiaj ten niewątpliwie nienajgorzej płatny biznes zszedł trochę do podziemia i nie mamy raczej styczności z nim na co dzień, warto sobie uświadomić, że ma on bardzo bogatą historię w którą warto się zagłębić.
Moim zdaniem książka "Historia burdeli" jest świetną lekturą dającą przykład rozwoju kultury ludzkiej przez wieki. Bo niewątpliwie to własnie kultura i jej rozwój zostały opisane w tej książce na przykładzie burdeli. Bardzo dobrze została unaoczniona kwestia podejścia ludzi do domów publicznych i osób tam pracujących. Przedstawione sylwetki burdelmam czy też właścicieli tychże przybytków dają do myślenia o ludziach żyjących i pracujących za tamtych czasów. Nie byli oni stworami biegającymi z maczugami czy też innymi dziwnymi dla nas narzędziami (a właśnie często sobie ich tak wyobrażamy słysząc o zamierzchłych czasach.) Wbrew wszelakim pozorom potrafili oni otworzyć sprawnie funkcjonujący biznes dający bardo duże zyski. Również zamieszczone obrazy pokazują coraz bardziej rozwijające się malarstwo. Od dosyć prymitywnych przedstawień kobiety aż do pełnych życia i realizmu obrazów Degasa. Przedstawione na końcu książki dzisiejsze dzielnice burdeli i same burdele naprawdę robią wrażenie, głównie przez pomysłowość ludzką.
Ta książka to zdecydowanie świetne źródło wiedzy dla ludzi interesujących się historią czy malarstwem a także bardzo dobre źródło ciekawostek, o których bez niej najprawdopodobniej nigdy byśmy się nie dowiedzieli. Czyta się ją bardzo szybko, gdyż treść jest bardzo ciekawa.
Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Bellona.
Sama tematyka jest traktowana trochę jako temat TABU. I uważam, że własnie bardzo dobrze, że ktoś je wreszcie przełamał. Podczas moich podróży choćby nawet do Włoch, wiele razy odwiedzałam te bardziej frywolne dzielnice miast. Najlepszym przykładem będzie Dzielnica Czerwonych Latarni w Paryżu z kabaretem Moulin Rouge. Kolejnym takim miejscem są oczywiście Pompeje, gdzie burdele zajmowały całkiem sporą powierzchnię i oczywiście ich istnienie było zupełnie oczywiste dla mieszkańców. O wszystkich tych miejscach można przeczytać bardzo szczegółowo w książce.
Zaczynając od starożytności, gdzie prostytutki zajmowały bardzo ważną rolę w społeczeństwie możemy zauważyć jak wiele przemian w tym czasie zaszło. Prostytutki dzieliły się na wiele rodzajów zależnie od kraju czy też kultury a także od "luksusowości" ich samych. Co więcej, zmieniało się również ich znaczenie. Niekiedy bywały uważane za konieczne dla dobra choćby kościoła (np. kapłanki) a na przestrzeni lat ich znaczenie malało wręcz nikło zupełnie. Później zaczęto traktować burdele jako bardzo dobry biznes. Właśnie z tej książki można dowiedzieć się, że nawet poważani papieże utrzymywali swoje prywatne burdele w Rzymie i korzystali z ich usług. Jeżeli już jestem przy kościele to dodam, że w Awinionie powstał nawet specjalny burdel dla chrześcijan, gdzie prostytutki chadzały regularnie na msze a także odmawiały codziennie modlitwy o wyznaczonych porach. Gdzieniegdzie prześcigano się w wieku dziewczyn. Im młodsze tym były one lepsze dla klientów. Oczywiście płacono za nie więcej. W "Historii burdeli" znajdziemy także wytłumaczenie na nazwę Dzielnica Czerwonych Latarni. Chyba każdy słyszał o Dzielnicy Czerwonych Latarni w Amsterdamie. Okazuje się, że ta w Amsterdamie to najbardziej znana, choć nie jedyna w skali światowej. Właściwie w każdym większym mieście Europy (i nie tylko Europy) znajdziemy wiele burdeli a także opowieści o nich. Mimo, że dzisiaj ten niewątpliwie nienajgorzej płatny biznes zszedł trochę do podziemia i nie mamy raczej styczności z nim na co dzień, warto sobie uświadomić, że ma on bardzo bogatą historię w którą warto się zagłębić.
Moim zdaniem książka "Historia burdeli" jest świetną lekturą dającą przykład rozwoju kultury ludzkiej przez wieki. Bo niewątpliwie to własnie kultura i jej rozwój zostały opisane w tej książce na przykładzie burdeli. Bardzo dobrze została unaoczniona kwestia podejścia ludzi do domów publicznych i osób tam pracujących. Przedstawione sylwetki burdelmam czy też właścicieli tychże przybytków dają do myślenia o ludziach żyjących i pracujących za tamtych czasów. Nie byli oni stworami biegającymi z maczugami czy też innymi dziwnymi dla nas narzędziami (a właśnie często sobie ich tak wyobrażamy słysząc o zamierzchłych czasach.) Wbrew wszelakim pozorom potrafili oni otworzyć sprawnie funkcjonujący biznes dający bardo duże zyski. Również zamieszczone obrazy pokazują coraz bardziej rozwijające się malarstwo. Od dosyć prymitywnych przedstawień kobiety aż do pełnych życia i realizmu obrazów Degasa. Przedstawione na końcu książki dzisiejsze dzielnice burdeli i same burdele naprawdę robią wrażenie, głównie przez pomysłowość ludzką.
Ta książka to zdecydowanie świetne źródło wiedzy dla ludzi interesujących się historią czy malarstwem a także bardzo dobre źródło ciekawostek, o których bez niej najprawdopodobniej nigdy byśmy się nie dowiedzieli. Czyta się ją bardzo szybko, gdyż treść jest bardzo ciekawa.
Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Bellona.
piątek, 22 czerwca 2012
Praga 2012, Czechy część 2
Jeżeli już poczuliście w poprzedniej części mojej relacji klimat Pragi, to zapraszam tym razem na Hradczany.
To część Pragi znajdująca się na prawym brzegu Wełtawy. Chyba najpopularniejsza część Pragi, która jest koniecznym miejscem do zwiedzenia dla każdego turysty. Nie powiem, żeby nie było widać tego po ilości turystów, bo ci oczywiście zwiedzają miasto tłumnie i są w każdym miejscu w centrum. Ale nie powinnam tutaj mieć żadnych wyrzutów, bo w końcu sama byłam jedną z niedawno zwiedzających i również byłam częścią tego tłumu.
Hradczany to najstarsza, najpopularniejsza i najpiękniejsza część stolicy czeskiej. To właśnie tam znajduje się największy zamek na świecie (został wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa jako zamek zajmujący najwięcej powierzchni na świecie) . Dawniej mieszkali tam królowie czescy, jednak teraz rezyduje tam prezydent Czech. Na Hradczanach znajduje się nie tylko zamek. Jest to cały kompleks.
Kupując bilet mamy dwie opcje. Pierwsza czyli trasa krótsza <Stary pałac królewski, Bazylika świętego Jerzego, Złota Uliczka i Katedra św. Wita.> oraz trasa dłuższa <Katedra św. Wita, Stary Pałac Królewski, wystawa Historia Zamku Praskiego, Bazylika św. Jerzego, Złota Uliczka z wieżą Daliborką, Galeria Obrazów Zamku Praskiego, Wieża Praochowa,>.
Najpopularniejszą częścią całego kompleksu jest katedra św. Wita. To przepiękna gotycka budowla, której nie da się uchwycić na zdjęciu. Jest tak duża, że chyba nawet najlepszy obiektyw nie jest w stanie jej objąć. Wszystko przez to, że kolejny budynek jest za blisko. Katedra w środku jest ogromna i robi niesamowite wrażenie. Bardzo dużo kolorowych witraży i złotych rzeźb dodaje uroku temu niezwykłemu kościołowi. Wszystkich, którzy wierzą, że katedrę można zwiedzić za darmo ostrzegam- na mszy za robienie zdjęć czy też chodzenie po prostu kulturalnie wypraszają ze świątyni. Oczywiście we mszy udział można tam wziąć za darmo.
Kolejnym punktem na mojej trasie zwiedzania <przeszłam tą krótszą> była Bazylika św. Jerzego. Z zewnątrz miała charakterystyczny pomarańczowy kolor a w środku zupełnie inna bajka. Surowy, kamienny wystrój, dość mało miejsca . W centralnej części bazyliki znajduje się kaplica św. Ludmiły. Z tą kobietą wiąże się ciekawa legenda. Jej ukochany był o nią tak zazdrosny, że z miłości zabił Ludmiłę, aby żaden mężczyzna nie mógł na nią patrzeć. Później został za to zamknięty w więzieniu i miał zrobić rzeźbę przedstawiającą ukochaną. Tą rzeźbę zobaczyć możemy właśnie w kapicy św. Ludmiły.
Zwiedziłam także pałac hradczański. W środku na samym początku wielka sala na popisy rycerzy konnych. Dalej mniejsza sala, gdzie zbierali się ludzie ci ważni i ci mniej ważni, aby głosować lub też tylko się przyglądać. Naokoło dużo portretów władców czeskich. Ogólnie właściwie bez rewelacji-bardzo dużo ludzi, mało miejsca. Mało co widziałam, gdyż bardziej skupiałam się nad tym, aby nie zostać rozgnieciona przez tłum idący w dwie strony i pchający się na wszystko i wszystkich.
Punktem praktycznie obowiązkowym dla każdego zwiedzającego Pragę jest Złota Uliczka. Jej nazwa pochodzi od tego, że mieszkali na niej chemicy, którzy mieli robić złoto z innych materiałów. Uliczka jest dość krótka i bardzo rozczarowująca dla tego, kto wyobraża ją sobie jako naprawdę królewską. A ze mną właśnie tak było. Na miejscu okazało się, że jedyne co widzę, to mnóstwo ludzi i mini domki po prawej stornie. Nawet nie wchodziłam do co poniektórych bo po prostu nie było miejsca. Jednak kilka odwiedziłam i zdecydowanie było warto. Jeden szczególnie mnie zauroczył- sklepik z wyrobami kosmetycznymi. Jakby nie ceny, to pewnie kilka godzin bym tam siedziała i wybierała jakieś balsamy, kremy do rąk i żele pod prysznic. Z drugiej strony uliczki znajduje się wieża Daliborka. Zrobione jest tam obecnie muzeum narzędzi tortur. Oj robi wrażenie!
widok na Hradczany
ciekawa historia.. Kiedyś prawdopodobnie był tutaj kościół. Dziś jest hotel. Krzyż pozostał i wzbudza sporą ciekawość
wchodzimy na teren kompleksu
widok z dołu na potężną Katedrę św. Wita
widok z dołu z innej strony.
witraż w środku katedry
sarkofag wewnątrz katedry
starałam się ująć potęgę katedry.. wyszło jak wyszło.
Bazylika św. Jerzego
moje ulubione zdjęcie-jaki człowiek jest mały przy tej katedrze...
szczątki, relikwie wewnątrz Bazyliki św. Jerzego
i ołtarz w którym się te relikwie znajdują
ot, rzeczywistość Złotej Uliczki.. Ludzie, ludzie, ludzie
czwartek, 7 czerwca 2012
Praga 2012 , Czechy część 1
W zeszłym tygodniu o tej porze spacerowałam sobie uliczkami przepięknego miasta jakim jest czeska Praga. Moje marzenie od dawna, jedna z pierwszych pozycji na liście marzeń. W końcu nadszedł czas na spełnienie tego marzenia. I tak jak miałam nadzieję-wcale się nie zawiodłam.
Niestety środek transportu nie był rewelacyjny-po prostu autokar. Z południowej Polski to około 9 godzin, zaś z Warszawy około 12 godzin. No w każdym razie zmęczyć się można i zaczyna wszystko boleć. Dlatego tym mniej wytrwałym i bardziej wygodnym polecam samolot. Loty kosztują mniej więcej w granicach 500 zł, ale oczywiście znajdziemy wiele tańszych i wiele droższych, jak zwykle.
Hotel w którym mieszkaliśmy na pierwszy rzut oka prezentował się dość kiepsko. Mieścił się w dzielnicy oddalonej około 5 km od centrum Pragi. Na szczęście, w malutkich pokojach były całkiem wygodne łóżka, ręczniki, pościel i działająca w 100 % łazienka. Nocleg kosztował około 35 zł za osobę bez wyżywienia, co niewątpliwie jest bardzo dobrą ceną jak na hotel ** w Pradze. Niestety kuchnia hotelowa była bardzo mało urozmaicona i w ogóle nie było sałatek do obiadokolacji, co mnie osobiście bardzo rozczarowało. Na dodatek nie było knedliczków na które bardzo liczyłam. Chciałam spróbować tego wychwalanego przez wszystkich tradycyjnego czeskiego dania.
Ale teraz trochę o samym mieście. Historii przytaczać tu nie będę, bo Google każdy ma. Do tego historii nie lubię i to zupełnie nie moja działka. Skupię się bardziej na wizualnej stronie i klimacie panującym. Praga to miasto głównie secesyjne. Wiele budynków zostało wybudowanych właśnie w tym stylu, co widać na każdym kroku. Praga będzie mi się kojarzyć przede wszystkim z małymi, wąskimi uliczkami ze sklepikami po każdej stronie. I oczywiście pięknymi widokami i świetnym klimatem. W tym poście dodaję kilka zdjęć po prostu z ulicy. W kolejnych opiszę poszczególne miejsca warte odwiedzenia. A teraz chłońcie atmosferę tego niezwykłego miasta prosto z moich zdjęć:
widok ze wzgórza
Subskrybuj:
Posty (Atom)



