czwartek, 20 października 2011

Los Gigantes i wulkan Teide - Teneryfa, Hiszpania 2011

Ciąg dalszy miejsc na Teneryfie, które warto zobaczyć.

Jadąc na wyspę dowiedziałam się na początku, że koniecznie muszę zobaczyć będąc tam podobno największe klify w Europie. Gdy wracałam z wulkanu, o którym opowiem za chwilę, podjechaliśmy zobaczyć właśnie te klify. Pamiętam, że był bardzo gorący dzień, droga prowadziła przez plantacje bananów. Gdy dojechaliśmy do małej uliczki schodzącej prawie do morza, nie było wogóle parkingu, ale było dość dużo ludzi. Zaparkowaliśmy tak jak oni wprost na drodze i wyposażeni w aparaty i kamery poszliśmy na taras widokowy. Widoki były nieziemskie. Cudowne, wysokie, bo mające nawet 800 m klify schodziły prostopadle do morza. Wcale nie przesadą są zdjęcia, które można znaleźć na google. Pamiętam również że było bardzo dużo jaszczurek. Takich dużych, około 30 cm miały. Później zjechaliśmy do miasteczka, jeszcze niżej gdzie prawie żaden turysta nie dociera i zrobiliśmy zdjęcia z jeszcze bliższej odległości. Zdjęcia zamieszczam poniżej:






Teraz o wulkanie. Jest on najwyższym wulkanem w Hiszpanii. Jego wysokość to 3718 m n.p. m . Jechałam na niego z samego poziomu morza właściwie bo z nisko położonych miejscowości wypoczynkowych. Po drodze często zatrzymywaliśmy się na punktach widokowych i robiliśmy zdjęcia. Wszechobecne duże jaszczurki, wyglądające jak małe krokodyle towarzyszyły nam w calutkiej podróży, nawet jak wjeżdżaliśmy na wulkan to jedna prawie chodziła mi po szyi. Na wulkan wjeżdża się kolejką. Przejazd kosztuje 20 euro dla dorosłych i 10 dla dzieci. Jak ja byłam to kolejka do kolejki była bardzo duża i czekaliśmy około pół godziny, gdyż wagonik pomieści około 35 osób a wagoniki są tylko 2. W ciągu 8 minut wagonik pokonuje 1200 m różnicy wysokości i bardzo się chwieje, szczególnie na przekładniach. Od samego początku jest bardzo zimno mimo środka lata i potwornie wieje wiatr. Długie grube spodnie i dość gruba kurtka są niezbędne. Na samej górze są skały i można sobie po nich pochodzić. A teraz trochę zdjęć:











 

 






wtorek, 20 września 2011

Teneryfa -część II- parki rozrywki

Teneryfa to wyspa, która oprócz cudownego klimatu i świetnej pogody oferuje również wiele rozwiązań dla turystów. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Dla wielbicieli windsurfingu są cudowne plaże i rewelacyjne fale (sama widziałam zmagania windsurferów ), dla ludzi lubiących opalanie są świetne miejsca do plażowania wysypane piaskiem wprost z Sahary, dla zakupoholików duużo sklepów z najróżniejszymi cenami a dla wielbicieli szaleństwa park wodny Siam Park. Jest również Loroparque, jak sądzę jeden z niewielu takich parków. A więc po kolei:

Loroparque to dosłownie park papug.  Tak, to właśnie one są główną atrakcją tego miejsca. Jednak same papugi to trochę za mało żeby przyciągnąć ludzi, wiec znajdziemy tam również wiele innych zwierząt. Park ten łączy w sobie zoo, rezerwat i delfinarium. Jest tam również kino. Filmy wyświetlane są po angielsku hiszpańsku i niemiecku. Bardzo ciekawe są pokazy, gdzie wyszkolone orki, delfiny, lwy morskie czy papugi robią świetne show. Jest zabawnie, momentami naprawdę aż się łza w oku kręci. Ja osobiście bardzo milo wspominam pokaz orek, gdzie przez pokazem zrobiono show z ludźmi za pomocą kamer, a później na ekranie pokazano jak rodzi się młoda orka.  Wszyscy byliśmy zachwyceni. Park jest świetnie zorganizowany na dość dużej powierzchni, wiec trzeba się obiegać żeby zdążyć na wszystkie pokazy odbywające się o danej godzinie. Jedyną wadą jest mały parking przy Loro, wiec po godzinie 10 w sezonie trzeba szukać miejsca gdziekolwiek indziej.  Loroparque znajduje się w północnej części wyspy w Puerto de la Cruz. Niedaleko plaży z ciemnym piaskiem. Żeby nie przynudzać trochę zdjęć






























Niestety nie mogę dać tutaj wszystkich zdjęć, które chciałabym Wam pokazać. Ze Siam Parku zdjęć nie posiadam, gdyż ciężko jest chodzić po parku wodnym z aparatem. Ale w sumie opowiedzieć mogę. Siam Park powstał nie tak dawno, znajduje się zupełnie po drugiej stronie wyspy niż Loroparque bo w Costa Adehe. Składa się z około 10 atrakcji takich jak pontony, vulcan, 28-metrowa zjeżdżalnia połączona z akwarium dla rekinów i płaszczek, zjeżdżalni czy sztucznych fal 4 metrowych z plażą. Dojazd jest bardzo dobry, gdyż kursuje specjalny autokar darmowy dowożący ludzi. Jak ja byłam w sierpniu tego roku to było bardzo dużo ludzi i niestety kolejki były potwornie długie. Właściwie nie jest to jakiś opłacalny park, jednak mimo wszystko jak ktoś ma sporo pieniędzy to warto go odwiedzić. Mogę się pochwalić, że byłam na wszystkich najtrudniejszych atrakcjach i nie stchórzyłam.


Ciemną stroną obydwóch parków jest ich cena. Każdy wstęp kosztuje 33 Euro czyli około 150 zł. Kupując tzw. Twinticket cena maleje bo kosztuje 52 Euro za obydwa. Czy warto dać tyle pieniędzy za wstęp-dobre pytanie. Ja dałam i nie żałuję, ale wiem, że niektórzy mieli sporo zastrzeżeń. A Wy? Byliście w którymś z opisanych parków? A może jakieś inne podobne parki zwiedziliście?

niedziela, 4 września 2011

Teneryfa - część I

Miejsce, które ostatnio zwiedziłam utwierdziło mnie w przekonaniu, że podróżowanie to cudowna sprawa. Teneryfa-największa i najludniejsza z archipelagu Wysp kanaryjskich to miejsce zdecydowanie niezwykłe. Należy ona do Hiszpanii, więc jest wyspą europejską. Jednak jej oddalenie od Afryki i klimat zdecydowanie na to nie wskazują.

  Moja podróż rozpoczęła się na lotnisku Katowice-Pyrzowice, skąd wylecieliśmy na Teneryfę. Lot trwał dość długo bo aż 5 godzin. Jednak po przylocie powitała nas cudowna, gorąca pogoda. Mimo godziny 16, termometry wskazywały około 40 stopni. Jadąc do hotelu, podziwiałam cudowne, wulkaniczne skały. Właściwie cała wyspa jest pochodzenia wulkanicznego, więc nikogo nie zdziwią wszędobylskie wulkaniczne skały, pył i kamienie. Dla mnie jednak była to ciekawa odmiana po bułgarskich i polskich krajobrazach. Krajobraz robi niesamowite wrażenie. Roślinność to głównie kaktusy (ale jaaaakie!) oraz suche krzewy. Mieszkałam w dzielnicy Costa Adeje i tam jedynie, gdzie było sztuczne nawadnianie można było zobaczyć cudowną roślinność, m.in. agawy, oleandry. Wyspa zrobiła na mnie niesamowite wrażenie, pokochałam ją od momentu wylądowania na lotnisku. W następnych postach będę chciała opisać miejsca, które zwiedziłam oraz opublikować sporo zdjęć, które zrobiłam. A tymczasem kilka zdjęć:




 



poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Wyspy Kanaryjskie- Teneryfa

Po powrocie z Bułgarii myślałam,że jestem opalona. 2 dni na Teneryfie uświadomiły mi w jakiej fikcji  żyłam. Jestem tu od 4 dni i jestem tak brązowa, że jakbym poszła na kąpiel w czekoladzie to mogłoby być ciężko mnie rozróżnić. Teneryfa jest cudowna, ciężko ją porównać z czymkolwiek co już widziałam. Kocham palmy, a tu jest ich mnóstwo. Prawdziwy raj dla oczu i ducha. Z tarasu mam widok na port i ocean. Robię mnóstwo zdjęć, jednak nie mogę teraz ich dodać, bo mam bardzo słaby internet na tarasie. Mieszkamy dość daleko od oceanu, bo aż 2 km, więc wybieram się tam głównie wieczorami, kiedy upał już jest trochę lżejszy. Pogoda jest rewelacyjna- termometry pokazują w centrum 26 stopni, jednak jak przygrzeje słońce to koło 45 może być nawet. Bliżej oceanu jest chłodniej bo wieje wiatr. Widoki są cudowne, ludzie wspaniali. Pierwszy raz spotkałam się z takim użyciem klaksonów- ludzie używają ich żeby ostrzec innych przed niebezpieczeństwem lub z sympatii... Na każdym przejściu można iść z zamkniętymi oczami, bo zawsze auto się zatrzymuje i czeka aż przejdziemy. Wybieram się do Loro parku, Siam Parku i na wulkan Teide, co z tego wyjdzie-zobaczymy, jednak na pewno będę miała sporo zdjęć, które pokaże w następnych postach. Tymczasem zmykam dalej odpoczywać i relaksować się a wszystkim życzę wspaniałych wakacji.

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Tak z ciekawości; ile jest u Was stopni? Ja mam coś koło 35.
Zdarzyło się Wam kiedykolwiek pomylić datę wyjazdu? Ja właśnie to zrobiłam kilka dni temu... Ale od poczatku ; jak ktoś mnie pytał kiedy jadę cały czas mówiłam, że 28. 26 uświadomiono mi, że za kilka godzin jedziemy... Po kilku minutach szoku i milionie telefonów upewniających rzuciłam się do walizki i zaczęłam pakować. Wyjechaliśmy w nocy ode mnie spod domu do Katowic, bo tam właśnie miałam wyjazd. Jechałam autokarem, co zajęło około 30 godzin z Katowic do Złotych piasków. Podobno Bułgarię można kochać i nienawidzić. Ja zdecydowanie należę do pierwszej grupy. Jakby tylko się dało to wykupiłabym dla siebie i reszty pobyt do końca wakacji, ale to niestety niemożliwe. Siedzę sobie w recepcji hotelu gdzie leci angielska muzyka z bułgarskimi napisami i ludzie rozmawiają po bułgarsku. Cudownie. Wstałam dziś rano o 5 w celu udania się na wschód słońca. Oczywiście było ślicznie. Wszyscy tutaj są bardzo pozytywnie nastawieni na Polaków, dają zniżki, darmowe wejściówki do klubów, każdy zagaduje i mówi po polsku co potrafi niestety z reguły są to nie do końca cenzuralne słowa. Ale przecież uczą się od turystów. Dziś rano jakiś pan przyszedł do nas jak robiliśmy zdjęcia, nagrywał nas a na końcu zmusił do zrobienia sobie z nim zdjęć. Troszkę taki typowy żulik, no ale co zrobić. My mieliśmy śmiechu trochę z nim, on ma zdjęcia z nami i jest ok. Zdjęcia zapowiadam na za jakiś czas, dokładniy opis też wszystkiego będzie a to piszę tak na szybko bo wena mnie ogarnęła. Przepraszam za wszelakie błędy ale pisząc na komórce jest dość ciężko. Pozdrawiam wszystkich z Bułgarii i życzę słońca, bo słyszałam, że jakiś niedobór jest
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...